Sardegna - z pamiętnika podróżników (część 2)

Dodane przez tumany

Dzień 5


Od wczorajszego dnia, nasze plany podporządkowaliśmy windsurfingowi - 5 osiemdziesięcio minutowych lekcji, codziennie o 9:30. Dzisiaj była lekcja numer dwa - skręcanie. Wszystko wydaje się takie proste w teorii - pochylić żagiel do przodu, do tyłu. Prościzna :P

Lekka przekąska na plaży, a obiad postanowiliśmy zjeść w Palau - pobliskiej miejsowości. Zawitaliśmy do Ristorante gdzieś przy porcie (bandyci z Ristorante biorą 2€ od nakrycia, za to że przyniosą szklanki i sztućce :P ... w Tratorii podobno tak nie ma ale na żadną się nie natknęliśmy). Na przystawki (Antipasti) zamówiliśmy: Marcin - sałatka ze smażonych, małych kalmarów, Aga - sałatka z przeróżnych owoców morza (pychota). Na pierwsze danie (Primi Piatti) - Marcin: ravioli z ricottą w sosie pomidorowym, Aga: ravioli z rybą, z cukinią i mascarpone. Na drugie danie (Secondi Piatti) nie starczyło juz miejsca :)

A wieczór prawie jak codziennie zakończyliśmy na małym graniu w planszówki (a co, myśleliście, że nic nie wzięliśmy ze sobą? ;) )

Dzień 6


Z powodu braku wiatru, lekcja windsufingu musiała być przełożona na popołudnie. Poranek więc spędzliśmy pływając w płetwach i opalając się (a raczej spalając się) na słońcu.

Lekcja popołudniowa tragicznie szła dla Marcina, lepiej dla Agi. M wpadał kilka razy do wody, robił błędy a Andrea na niego "krzyczał": "Watch your feet position, watch your body position", używając nawet przenośni z programowania w C : "If you don't  INCLUDE your feet position and don't INCLUDE your body position... then SEGMENTATION FAULT", albo "Agnese - debug yourself!"

Humor i tak nam dopisywał, a na kolację postanowiliśmy skorzystać z grilla obok naszego domku, zresztą podobnie jak sąsiedzi. Karkóweczka, bakłażan, cebula, sos remoulade (ciągle zapominamy o umieszczeniu przepisu na ten świetny sos).



A na deser małe planszówki :)


Dzień 7


Niestety brzydka pogoda dopadła też nas tutaj. Chmury i deszcz, ale nie przeszkodziło to nam w popływaniu na desce. Kolejna lekcja poszła już znacznie lepiej. Przerywana była tylko deszczem. Na obiadzik zrobiliśmy sobie spaghetti, a resztę  dnia spędziliśmy w zasadzie przy książkach ... i grach planszowych.

Chociaż były około 3 godziny całkiem ładnej pogody, więc na zatoczce zaroiło się od desek:



Potem za to burza i nawet jeden piorun uderzył w wodę baaardzo niedaleko nas.

Dzień 8


Moocny wiatr i całkiem duże fale więc nasza ostatnia lekcja windsurfingu znowu była przełożona na późniejszą godzinę. W międzyczasie się trochę poopalaliśmy, żeby po półtorej godzinie wskoczyć na deski - tym razem w piankach (bo zimno). Te stroje są naprawdę świetne do pływania. Idzie już nam całkiem nieźle, oczywiście nie pływamy jeszcze w ślizgu (do tego jeszcze daleeeeko), ani nie robimy szybkich zwrotów, ale powoli i do tego dojdziemy (chociaż pewnie już nie tutaj i nie w tym roku :( )

Wieczorem wybraliśmy się do Palau na zakupy, zahaczając w końcu o Gelaterię (lodziarnię). Zapomnijcie o lodach w gałkach - tutaj nakłada się za pomocą szpachli :D I naprawdę ogromne porcje. A same lody są wyśmienite. Niestety były tak wielkie, że było trzeba je szybko jeść więc nie mieliśmy jak zrobić im zdjęć. Po powrocie dokończyliśny wczorajsze spaghetti. Na następny dzień postanowiliśmy wybrać się trochę dalej - do Santa Teresa di Gallura


Dzień 9


Tym razem nie mieliśmy lekcji (a szkoda, bo wiaterek niczego sobie, ale fale ciut za wysokie) więc wybraliśmy się do Santa Teresa di Gallura. Miasteczko-port położone chyba najbliżej Korsyki. Ale co tam dużo pisać - popatrzcie na zdjęcia.

 

Po powrocie zrobiliśmy sobie małą sjestę ;) a na obiad była zupa z pomidorów z czerstwym chlebem:


Przepis z książki Jamiego Olivera - zamieścimy po powrocie. A potem poszliśmy popływać :) Postanowiliśmy już, że kupujemy deskę (ale raczej nie tutaj bo nawet nie mielibyśmy jak jej przetransportować) i pianki (to może akurat jutro :) )

No i jeszcze trochę zdjęć:

 

Powiązane wpisy

Komentarze

Dodane 22 września 2008 16:43 przez Sylwia

o jaaaaa.....
Bardzo fajne zdjęcia. Aż trudno sobie wyobrazić.
Ja tam jutro jadę w Bieszczady Smile.
Trochę inne klimaty Smile

Pozdrowienia
SiG

Dodane 22 września 2008 18:38 przez Agnieszka

Dziewczyny wycałowane !!!

Babcia zazdrości ale przeraża podróż. Będziemy wpraszać się na oglądanie zdjęć ;))

Dodane 23 września 2008 13:20 przez Andzia

super zdjęcia! macie albo dobry aparat albo Photo Shopa, Kłamczuchy!
kiedy wracacie? kiedy bedziecie na Warniji?Smile