Dodane przez tumany
Dzień 1
Zaplanowaliśmy wyjazd na 6:00 rano. Spakowani oczywiście byliśmy już dzień wcześniej. Udało nam się nawet wyrobić w zaplanowanym czasie ;) Na dobry początek podróży, spotkaliśmy bardzo miłych panów w okolicy Tomaszowa Mazowieckiego, którzy delikatnie zwrócili nam uwagę, że jedziemy nieprzepisowo. Uwaga kosztowała nas 300 zł i 8 punktów karnych (nie żebyśmy jechali nieprzepisowo ale nie zauważyliśmy ograniczenia i z dozwolonych 100 / h zrobiło się 70). Dzięki nowoczesnej technice kilkadziesiąt kilometrów dalej mandat był już zapłacony (czyt. komórka, plus laptop i konto internetowe)
Około godziny 13 wjeżdżamy do Słowacji
Początkowo rozorane drogi zmieniają się w super autostrady, tak że o godzinie 16:00 przekraczamy "granicę" z Austrią (zero kontroli, tylko tabliczka informacyjna ;) ) Na obiad, bardzo tradycyjny, austracki Burger King. Pogoda powoli zaczęła się psuć, padał deszcz, mgła i zimno. O godzinie 19 zjedżamy z austrady i znajdujemy nocleg w Alpach, w miasteczku Kirchberg - mielismy cały domek tylko dla siebie, a śniadanie w pobliskim gasthausie.
Dzień 2
Super śniadanie, przemili ludzie. Zakochaliśmy się już w Austrii przy okazji odwiedzin Wiednia, ale tym razem załatwili nas "na cacy" - wspaniały kraj. Około 9 wyruszamy i po mniej więcej godzinie przekraczamy granicę Włoch. Autostrady trochę się zwężają i są na pewno droższe. Pogoda dalej kiepska, a trasa niestety monotonna. Walcząc z sennością docieramy do Pizy. Mieliśmy super plan, zobaczyć wieże, coś zjeść. Niestety wszystko było pozamykane w niedzielę, a wieży nie zobaczyliśmy bo zaczął padać mocny deszcz. Zabraliśmy się stamtąd przy okazji kląc na wąskie włoskie uliczki, trąbiących Włochów i ogólny chaos na drogach miejskich.
Całe szczęście z Pizy było już niedaleko do Livorno - portu z którego mieliśmy dostać się już bezpośrednio na Sardynię.
Podobnie jak w Pizie, wąskie ulice i chaos na drogach - niezapomniane będzie kręcenie się po mieście w poszukiwaniu dojazdu do nabrzeża. Uwaga! AUTOMAPA KŁAMIE!! Dobrze że przynajmniej były czynne jakieś bary i mogliśmy posilić się całkiem niezłą pizzą. Do pamiętnych momentów można zaliczyć wjechanie w uliczkę jednokierunkową... pod prąd... dobrze że nic nie jechało z naprzeciwka - tam po prostu nie ma znaków! (domyślnie masz pierwszeństwo przejazdu bo żółtego rombu prawie nie uświadczysz)
O godzinie 20 staliśmy już w powiększającej się kolejce samochodów do promu. Dopiero około 23 wjeżdżamy na olbrzymi statek. Naprawdę duże to to jest. Mieliśmy zarezerwowane fotele do spania - lipa... Są na rufie, gdzie jest głośno i trzęsie. Ułożyliśmy się na podłodze gdzieś przy schodach i wbrew pozorom było bardzo wygodnie
Dzień 3
Obudziliśmy się o 5:30. Zjedliśmy jakieś mikro śniadanie. O 7 wylądowaliśmy na Sardynii. Pogoda poprawiła się i mogliśmy w końcu zobaczyć jakieś słońce. Po krótkiej jeździe super krętymi i wąskimi drogami na północ, dojeżdżamy do Isola dei Gabbiani.
Odbieramy klucze do małego ale przyjemnego bungalow'u. I idziemy zwiedzać wyspę. Niestety pogoda jeszcze nie do końca rozwinęła skrzydła i za bardzo się nie było jak kąpać - mocny, zimny wiatr sprzyjający w zasadzie tylko pływaniu na windsurfingu (z czego ta mała wysepka właśnie słynie). Zabieramy się na małe zakupy do pobliskiego portu Palau i nareszczie czujemy, że jesteśmy na wakacjach. Słońce grzeje, kupujemy świeże warzywa i owoce... i świeże kalmary. Jako punkt honoru postawiliśmy sobie, nauczyć się oprawiać i przygotowywać właśnie kalmary. Co nam się nawet udało ;)
Idziemy wcześnie spać żeby odespać podróż
Dzień 4
Lekko zachmurzone niebo, pobudka o 8:00. Śniadanie złożone z prosiutto, pecorino romano, ciabatty i rucoli - doprawione oczywiście oliwą z oliwek. Postanowliśmy się zapisać na kurs windsurfingu. O godzinie 12:30 mieliśmy mieć pierwszą lekcję :) Wcześniej zdążyliśmy się jeszcze wykąpać. Z pływania na desce niestety żadnych zdjęć nie mamy ;) Polecamy każdemu!! Świetna sprawa i naprawdę fajni ludzie, którzy nas do tej pory uczyli (na razie tylko dwie lekcje). Na obiad szybko zrobione Pesto i wyruszyliśmy z aparatem na mały spacer po wyspie. Isola dei Gabbiani jest w zasadzie otoczona skałami i tylko z jednej strony na przesmyku łączącym ją z Sardynią jest piaszczysta plaża (z której zdjęć na razie też nie mamy). Zresztą popatrzcie sami:
A teraz wybaczcie.. idziemy ponurkować, bo dzisiaj (środa, 09-17) jest cudowna
pogoda.
Powiązane wpisy